Gazeta Wyborcza

 

 

Jeszcze kilka lat temu sprzedawaliśmy je do Francji, ale dziś zajęcy jest w Polsce niewiele. Dlatego koła łowieckie, stowarzyszenia i fundusz ochrony środowiska finansują hodowlę i wypuszczają je lasu - w czwartek uwolniono 50 - Faktycznie był taki czas, że szaraków było w Polsce pod dostatkiem - wspomina Stanisław Rogaczewski, łowczy Koła Łowieckiego "Szarak", jednego z najstarszych na Dolnym Śląsku. -

W pewnym momencie okazało się, że zostało zaledwie kilka sztuk. Postanowiliśmy włączyć się w akcję ratowania. Ja wiem, że o myśliwych mówią, że my nic nie robimy, tylko polujemy, bawimy się i pijemy. Ale to nieprawda.Przez cztery lata myśliwi z "Szaraka" wypuścili 460 zajęcy. W tym roku w styczniu 50 i dzisiaj kolejne 50. Jakie są efekty takich akcji? Około 2500 zajęcy znów kica po dolnośląskich lasach.

Myśliwi wydają na to własne pieniądze, ale połowę kosztów pokrywa Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. Myśliwi wypuścili na wolność 50 zajęcy.


 

Winne lisy? Dlaczego zające prawie wyginęły? 


Winne są lisy, a dokładniej mówiąc nadmierny rozwój ich populacji - tłumaczy Jerzy Ignaszak, szef wałbrzyskiego oddziału WFOŚiGW.Ale nie tylko - z pól zniknęły również bażanty, kuropatwy, czajki. - A nawet skowronki - dodaje Ignaszak. - Lis zje wszystko, wejdzie nawet do śmietnika. Pod mój dom też podchodzą. Problem z zającami zaczął się około 1997 roku. Ignaczak: - Nikt się tym nie interesował. Dopiero myśliwi zajęli się problemem, bo zachwiał się ekosystem.Lisów przybyło dzięki człowiekowi. - Koncerny farmaceutyczne grzmiały, że lisy trzeba szczepić przeciwko wściekliźnie. A to był błąd - mówi szef wałbrzyskiego oddziału WFOŚ. - Natura sama reguluje liczebność populacji i takie sztuczne działania doprowadziły do obecnej sytuacji.Ginięciu zajęcy sprzyjał także brak odpowiednich warunków do życia oraz używanie chemii do opryskiwania hodowli. Za każdym z tych działań też stoi człowiek.Niech więc człowiek naprawi- Ale w przypadku zajęcy nie uda się powrócić do stanu sprzed kilkunastu lat bez udziału ludzi - mówi Ignaszak. - Nie jest prawdą to, co mówią niektórzy ekolodzy, że natura sama to naprawi. W tej sytuacji nie da rady, więc musimy ją wspomóc.Stanisław Rogaczewski uważa, że w lasach musi pojawić się około 2000 szaraków. - A w ciągu roku musimy odstrzelić 100 lisów - przekonuje. Wypuszczone dziś na wolność zające pochodzą z hodowli w Paszkowie. - Bardzo trudno jest odchować zająca - tłumaczy Maciej Piasecki. - Ryzyko jest olbrzymie, dlatego mało kto się tego podejmuje.Już na wolności
Przywiezione w czwartek pod Stare Bogaczowice zające wypuszczono na terenach zwanych przez myśliwych Doniczkami. To piękny, podgórski rejon. Szaraki chyba tego nie doceniły, bo niechętnie opuszczały klatki. Jeden w ogóle nie chciał pobiec do lasu i towarzyszył ludziom do końca.Nie zostały zaczipowane. - Łatwo je policzyć podczas pełni księżyca - mówi łowczy Rogaczewski.Jeszcze przez rok myśliwi będą dokarmiać zające w karmnikach i poidłach. A przez dwa najbliższe lata wypuszczą dalsze 200 szaraków.W sumie od 2007 roku dzięki wsparciu finansowemu WFOŚiGW we Wrocławiu, myśliwi wypuścili już blisko 2500 zajęcy. Zrobiono to w powiatach: ząbkowickim, wrocławskim, oleśnickim oraz gminach: Kudowa-Zdrój, Wałbrzych, Świdnica, Walim, Dzierżoniów i Stare Bogaczowice.

 

Agnieszka Dobkiewicz 16.07.2015